Wspomnienia

Prof. Pieniążek w pamięci „instytuckiego” dziecka.

Pamiętam Jego głos, cichy, ciepły, coś na kształt szeptu teatralnego, głos docierający do słuchających.

Pamiętam niezwykłą punktualność. Kiedy Państwo Pieniążkowie przychodzili na imieniny mojego Ojca, oczywiste było, że z uderzeniem zegara zapukają do drzwi. Tu Mama nie mogła nawalić. Stół był gotów.

Zawsze w listopadzie mieszkała z nami Babcia Teresa Niwicka. Mistrzyni gawęd i wspomnień.  Przy stole przeplatały się zatem opowieści Profesora o owocach krain dalekich, fidze, którą Ewa dała Adamowi, wyprawach do Korei i Chin z opowieściami  Babcinymi o Piłsudskim, o kresach, o obronie Lwowa. Zbiegiem okoliczności panieńskie nazwisko Babci to Pieniążek. Pan Profesor mówił skromnie i żartem: ”Ja jestem zwykły Pieniążek, a Pani z Odrowąż Pieniążków”. Zwyczajnie się lubili.

Z początku jednak, w wieku lat około dziesięciu, trochę się bałem tego Pana, kiedy zaglądałem do sekretariatu, gdzie królowała Pani Makulska, a potem Pani Teresa Górska (Markowska). Te ciemne meble w lustrzanych gabinetach ożywiane na szczęście bujną roślinnością w donicach i na parapetach. Nastrój jakiś magiczny chyba. Ale pociągający.

Wszystko mieściło się i mieści przy ulicy Szerokiej, obecnie Pomologicznej, a z czasem może Pomologicznej/Pieniążka?

Andrzej Niwicki, syn Stanisława.